Wielka wyprawa po nic

  Gdyż ponieważ raj nie jest za darmo, musieliśmy wymienić pieniądze. A żeby wymienić pieniądze musieliśmy opuścić raj, gdzie nikt takimi przyziemnymi sprawami się nie para i pojechać do Maumere.  Jak powszechnie wiadomo raj zazwyczaj leży stosunkowo niedaleko piekła – w naszym przypadku jakieś 26 km na zachód. Odległość tą przebyliśmy w zawrotnym tempie 30 minut. Oczywiście dojechaliśmy nie do centrum, ale do stacji położonej 3 km poza miastem. Przebycie tych ostatnich 3 km zajęło nam bez mała godzinę. To i tak szybko, bo w sumie jak się pomnoży 3 km przez 100 (a tyle mniej więcej razy jeździliśmy tam …

Co się robi w raju?

W raju nie robi się nic, szczególnie kiedy już się przeczytało wszystko, co się miało do przeczytania. Pozostaje przewracać się z boku na bok, brodzić w wodzie i jeść grillowane ryby. Chociaż… można też swój potencjalny obiad zobaczyć „z bliska”. Tak właśnie postanowiliśmy zrobić. Razem z Finką i dwoma Szwajcarami wynajęliśmy łódź rybacką i popłynęliśmy z przemiłym kapitanem snorklingować. Próbowaliśmy już wcześniej i było pięknie, ale teraz było ach i och! Aż żałujemy, że nie mogliśmy zrobić pod wodą zdjęć! Tym bardziej, że jak się okazuje przed założeniem maski trzeba do niej splunąć – wtedy nie zachodzi mgłą czy wodą. …

Przepraszam, czy mieszka z nami gekon?

Więc jesteśmy w raju. Szybko okazało się, że trzeba uważać, o czym się marzy. Bambusowa chatka, okazała się naprawdę bambusowa 😉 Żadna tam cegła obłożona dla picu bambusem. Bambus na ścianach, bambus na podłodze i bambus na łóżku. Tylko dach nie jest z bambusa, a z liści palmowych. Generalnie bardzo przewiewnie – więc zwierze różne, a w szczególności gekony hasają i nas straszą 😉 Chatek jest łącznie osiem – trzy obok domu właścicieli i kolejne 5 kilkaset metrów dalej. Przez pierwsze kilka dni mieszkaliśmy obok domu właścicieli, a konkretnie obok kurnika i chlewika. Było bosko i rajsko. Kogut był lepszy …

Z Moni do raju

Postanowiliśmy, że ostatnie kilka dni przed wyjazdem spędzimy w jednym miejscu. Już bez zakurzonych miasteczek, zatłoczonych bemo itd. itp. Tylko morze, bambusowa chatka i my. Wszystko wskazywało na to, że raj znajduje się 30 km na wschód od Maumere. Pozostało tylko się tam dostać. Dobraliśmy się w czwórkę z Karelem i jego bratankiem i wyszliśmy na drogę szukać szczęścia. Po chwili dołączył do nas John i „wymachał” nam czarnego SUV-a. Po krótkich negocjacjach zaczęliśmy się pakować do środka. Zapłaciliśmy trochę więcej niż za podróż z toną cementu, za to miało być szybko i bez przesiadki w Maumere. Koszmar się zaczął, …

O czerwonym jeziorze, które było zielone.

Jak już pisaliśmy, razem z toną cementu, dojechaliśmy do Moni – małej górskiej wioski. Według LP Moni to miejsce z małą liczbą miejsc noclegowych, które w dodatku bardzo szybko się zapełniają. Zaraz po wyjściu z autobusu zaatakowali nas hotelowi naganiacze. Pokazali pokoje za 35 lub 25 dolarów oraz jeden za 15 (nie chcielibyście go widzieć) Oczywiście były to absolutnie jedyne wolne pokoje w miasteczku. Wszystkie inne już były zajęte i nie było najmniejszego sensu dalej szukać. Stwierdziliśmy jednak, że damy sobie szansę i czegoś poszukamy. Cóż za zaskoczenie! Za pierwszym zakrętem było kilka kolejnych pensjonacików i uwaga, uwaga – były …

Z Boawae przez Ende do Moni

Wkładamy plecaki, ostatni raz idziemy wzdłuż alei cele brytów żegnani okrzykami „Hello Mister!”. Dzielnie stajemy przy drodze i czekamy. Podjeżdża do nas ojek (motocykl-taksówka) i przez kolejne pół godziny rozmawiamy z jego właścicielem, który uwaga, uwaga: NIC OD NAS NIE CHCE poza rozmową. Dochodzimy do wniosku, że nauczyciele mało zarabiają, a rządy są skorumpowane. Najbardziej ojeka rozbawiło to, że ktoś może chcieć mieć ciemną skórę i się opalać. A już kompletnie nie pojmował po co komu kosmetyki samoopalające i bronzery. W Indonezji większość kosmetyków ma składniki wybielające. W końcu nadjeżdża nasz autobus (choć autobus to dużo powiedziane). A nasz ojek …

Jak zostać celebrytą

Jak zostać celebry tą? Nic prostszego – trzeba obudzić się rano w Bajawie. Pójść z wielkimi plecakami na targ, szukać busa (mimo, że wszyscy się z ciebie śmieją i wmawiają ci, że na miejsce możesz dojechać jedynie czarterem albo taksówką, która oczywiście kosztuje 5 razy drożej), a na koniec po 1,5 godzinie wysiąść w Boawae. Teraz wystarczy przejść się przez wieś, żeby z każdej szkoły i każdego okna usłyszeć „Hello Mister!”. A tak na serio to… nie do końca odnajdujemy się w roli atrakcji turystycznej. Dorośli i małe dzieciaki są strasznie miłe. Natomiast przerażające jest to, że tak na oko …

Wielka kąpiel

Wbrew wszelkim oczekiwaniom wyruszyliśmy punkt 8:30. Na całą naszą ósemkę czekały dwa afro-reggae busy. Nie chcecie wiedzieć jak bardzo były przerdzewiałe i dziurawe i jak niewiele widział kierowca zza sterty pluszaków przyklejonych do szyby i ustawionych na desce rozdzielczej. Nasz ubezpieczyciel też pewnie wolałby nie wiedzieć. Nasz sprawiający wrażenie cwaniaka przewodnik okazał się naprawdę świetny. Na pierwszy ogień zabrał nas do swojej rodzinnej wioski i do domu swojej mamy. Siedząc w świętej izbie przy herbacie słuchaliśmy opowieści o ludziach z Flores. Jeżeli nie wiedzieliście, to Flores jest w 90% katolicka, co nie przeszkadza lokalsom rozróżniać między „religią” czyli katolicyzmem, a …