NO TO JESTEŚMY!

Więc jesteśmy. W Santiago. W końcu. Jakie to uczucie? Pewnie tyle uczuć, ilu pielgrzymów. Warto chwilę posiedzieć na placu przed Katedrą i poobserwować docierających na niego wędrowców. Katedry nie widać z daleka. Santiago położone jest w dolinie, a Katedra otoczona jest plątaniną wąskich uliczek i przedmieściami pełnymi wysokich budynków.      Dochodzi się do niej więc nieco z zaskoczenia. Przechodzi się przez bramę, w której stoi dudziarz i nagle… JEST! Wchodząc na plac ludzie się uśmiechają, niektórzy popłakują… prawie wszyscy padają sobie w ramiona i … robią selfie. Też temu ulegliśmy 😉    Więc jakie to uczucie? Radość, ulga, spełnienie, sukces, …

MAGICZNE 100 KILOMETRÓW

Co zmieniło się po setnym kilometrze? Nagle na szlaku zrobiło się jak w Dolinie Kościeliskiej w długi weekend. Ludzie poruszają się większymi grupami. Takimi wycieczkowo-towarzysko-sportowymi. Dla nas przekłada się to na to, że jest głośniej, więc trudno się zatopić w odgłosie własnych kroków i myśli. Bo jeszcze nie wiecie, ale jakoś tak się zrobiło, że większość ludzi, która idzie ‘z nami’ od kilkuset kilometrów idzie w pojedynkę. My też. Co jakiś czas zerkamy na siebie, czy wszystko gra, spotykamy się co kilka kilometrów na kawie, a wieczorem w schronisku przy posiłku. Ale w ciągu dnia każdy zdaje się chcieć być …

LUDZIE NA CAMINO

Kto wędruje do Santiago? Przekrój pielgrzymów jest ogromny, a nie każdy jest pielgrzymem, bo ludzie chodzą z różnych powodów, ale o tym innym razem. Niektórzy zaczynają w Pirenejach, inni trochę dalej. Sporo ludzi zaczyna 100 km przed Santiago, bo tyle trzeba przejść, żeby dostać ‘compostelę’. Niektórzy idą z plecakami, innym plecaki przewozi firma – tego nie krytykujemy, bo często można tu spotkać naprawdę starszych czy schorowanych ludzi, dla których wędrówka bez plecaka i tak jest ogromnym wysiłkiem. Dużo osób pokonuje trasę na rowerach – niektórzy na tandemach 😉    .   Wiemy, że sporo się teraz mówi o Kamińskim i …

SOLO CZY W DUECIE

Na Camino ludzie chodzą w różnych konfiguracjach. Sporo osób zaczyna Camino samotnie i samotnie idzie. Niektórzy zaczynają samotnie i dość szybko znajdują towarzysza lub towarzyszy podróży. Inni znowu wybierają się z kimś: z mężem, żoną, partnerem, kumplem, siostrą, tatą, córką… Po pewnym czasie tworzą się mniej lub bardziej zwarte grupy ludzi, którzy idą w podobnym tempie, nocują w tych samych wioskach… jedzą w tych samych knajpkach… .       W 2008 r. wyruszyłam sama. Już w pierwszej miejscowości znalazłam, a raczej znalazła mnie, towarzyszka podróży. Szłyśmy razem aż do León, czyli około 2/3 drogi. Tyle właśnie czasu zajęło mi asertywne …

CON PAN Y VINO SE HACE EL CAMINO, CZYLI GASTROCAMINO

Czyli jak mówi hiszpańskie porzekadło: Camino idzie się o chlebie i winie. Dzisiaj piszemy z dedykacją dla Ulli z www.kuchnianawzgorzu.pl i innych łasuchów i kulinarnie-zakręconych. Z tym chlebem i winem to nie do końca prawda, chociaż faktycznie chleba wsuwa się dużo, bo Hiszpanie używają go do wszystkiego, nawet zupę chlebową zajadają chlebem. Swoją drogą, z tym chlebem, to ciekawa historia. Ponoć średniowieczni polscy i niemieccy pielgrzymi już w trakcie pielgrzymki zdrowieli z licznych dolegliwości, w tym z problemów skórnych. Cud ma ponoć swoje wytłumaczenie – im dalej na zachód tym chleb bardziej pszenny, a mniej żytni, a to właśnie żyto ponoć …

Barcelona, Font Màgica de Montjuïc

Barcelona 2015 – część 4

Chyba takim największym odkryciem związanym z Olimpiadą w Barcelonie jest dla mnie umiejscowienie basenów do skoków z trampoliny. A tak naprawdę widok jaki miała publiczność i skoczkowie – piękną panoramę miasta: Moim zdaniem warto skorzystać z kolejki linowej w porcie. Niby nic ale jednak od strony morza z tej wysokości Barcelona prezentuje się jeszcze piękniej: Jedną z bardzo fajnych rzeczy w mieszkaniu w Barcelonie muszą być plaże 🙂 i bezpośredni dostęp z miasta do ciepłego morza: Z Parku Gaudiego doskonale widać Sagrada Familia: Ale to w tym parku wypatrzyłem taki o to napis: I niewątpliwie obowiązkowy punkt programu w zwiedzaniu miasta …

Barcelona 2015 – część 3

Przez pięć dni w Barcelonie zszedłem ją w szerz i wzdłuż… I to dosłownie 🙂 dziennie ponad 30 km chodziłem – ale to dla tego, że trudno poznać i zobaczyć miasto jeżdżąc po nim metrem, a jeszcze trudniej robić zdjęcia w ten sposób. Rezultat był taki, że “nie zdążyłem” zwiedzić żadnego muzeum. Ale warto było – Barcelona to piękne miasto, a muzea odwiedzę następnym razem 🙂