Powrót z raju

Zrobiło się ciepło. Wyciągnęliśmy z szafy krótkie spodenki, a tam w kieszeni 700 rupii, czyli niewiele ponad 20 groszy ;-P. Pomyśleliśmy, że najwyższy czas, po roku od wyprawy, zrobić ostatni wpis z podróży, a właściwie z powrotu do Polandii. Jazda na lotnisko Z Flores udało nam się wydostać – bladym, a raczej ciemnym świtem, wsiedliśmy na łódki, przepłynęliśmy z naszej bambusowej chatki na ląd, gdzie czekał na nas migające i grające bemo. Pędziliśmy sobie na lotnisko – podziwiając przy okazji oświetlone niczym wiejska dyskoteka groby przed domami. A wszystko to w rytm disco-reggae-techno. Wszystko poszło gładko nasz samolot bez problemu …

Wielka wyprawa po nic

  Gdyż ponieważ raj nie jest za darmo, musieliśmy wymienić pieniądze. A żeby wymienić pieniądze musieliśmy opuścić raj, gdzie nikt takimi przyziemnymi sprawami się nie para i pojechać do Maumere.  Jak powszechnie wiadomo raj zazwyczaj leży stosunkowo niedaleko piekła – w naszym przypadku jakieś 26 km na zachód. Odległość tą przebyliśmy w zawrotnym tempie 30 minut. Oczywiście dojechaliśmy nie do centrum, ale do stacji położonej 3 km poza miastem. Przebycie tych ostatnich 3 km zajęło nam bez mała godzinę. To i tak szybko, bo w sumie jak się pomnoży 3 km przez 100 (a tyle mniej więcej razy jeździliśmy tam …

Co się robi w raju?

W raju nie robi się nic, szczególnie kiedy już się przeczytało wszystko, co się miało do przeczytania. Pozostaje przewracać się z boku na bok, brodzić w wodzie i jeść grillowane ryby. Chociaż… można też swój potencjalny obiad zobaczyć „z bliska”. Tak właśnie postanowiliśmy zrobić. Razem z Finką i dwoma Szwajcarami wynajęliśmy łódź rybacką i popłynęliśmy z przemiłym kapitanem snorklingować. Próbowaliśmy już wcześniej i było pięknie, ale teraz było ach i och! Aż żałujemy, że nie mogliśmy zrobić pod wodą zdjęć! Tym bardziej, że jak się okazuje przed założeniem maski trzeba do niej splunąć – wtedy nie zachodzi mgłą czy wodą. …

Przepraszam, czy mieszka z nami gekon?

Więc jesteśmy w raju. Szybko okazało się, że trzeba uważać, o czym się marzy. Bambusowa chatka, okazała się naprawdę bambusowa 😉 Żadna tam cegła obłożona dla picu bambusem. Bambus na ścianach, bambus na podłodze i bambus na łóżku. Tylko dach nie jest z bambusa, a z liści palmowych. Generalnie bardzo przewiewnie – więc zwierze różne, a w szczególności gekony hasają i nas straszą 😉 Chatek jest łącznie osiem – trzy obok domu właścicieli i kolejne 5 kilkaset metrów dalej. Przez pierwsze kilka dni mieszkaliśmy obok domu właścicieli, a konkretnie obok kurnika i chlewika. Było bosko i rajsko. Kogut był lepszy …