Eloł, eloł, senkju, senkju

Dotarliśmy – najpierw na Jawę. Po dunajskich luksusach lotnisko w Dżakarcie jakieś takie małe…  i wszystko dzieje się znacznie, znaaaaaaaaaaaaacznie wolniej.  Do odprawy międzynarodowej stało nas z 20 osób, obsługiwał jeden pogrążony w swoim świecie koleś, a mentalnie wspierało go z 10 kolegów stojących pod ścianą.  Ale koniec końców udało się, dostaliśmy pieczątki, odebraliśmy bagaże, przeszliśmy kontrolę bezpieczeństwa, wysłuchaliśmy z milion razy „eloł,  Elom, senkju, senkju” …  i wylądowaliśmy tuż przed lotniskiem szukając busa do Terminalu 3. Bus się znalazł. Na oko 20 lat, ale klima działała. Miejsc siedzących 12. Miejsc stojących z 50, a na wcisk 60 😉 Po …

Stacja międzygalaktyczna

Przetrwaliśmy 20h na lotnisku w Dubaju 😉 Naoglądaliśmy się zdjęć “szejka ojca Dubaju” i ledwo możemy uwierzyć, że w latach 60. nie było tu wiele więcej niż dziura w ziemi, pardon piasku, a samoloty lądowały na wodzie. Nie śmierdzimy (tak nam się wydaje) tylko jesteśmy dość mocno niewyspani, bo marmurowe posadzki średnio wygodne są. Lotnisko przypomina stację “międzygalaktyczna” ze Star Treka. Z jednej strony eleganccy i wyniuchani w garniturach, z drugiej kobiety w burkach, z trzeciej mnisi w białych prześcieradłach, a z czwartej kobiety, które zapewne w torbach mają kury i kozy! Każdy mówi innym językiem, z obsługą lotniska włącznie, …

Nie “Sajgon” tylko Indonezja

W natłoku pracy do ostatniej chwili, jeszcze nie do końca czujemy, że jedziemy. Ale wystarczy spojrzeć na “sajgon” w domu, na piętrzące się tu i tam sterciki, stertki i sterty rzeczy, żeby sobie o tym przypomnieć. Jutro jeszcze ostatnie szczepienia… ostatnie chwile w pracy… ostatnie zakupy, bo w stercikach, stertkach i stertach wbrew pozorom jeszcze kilku rzeczy brakuje. A potem “ziuuu” do Indonezji.