Raz raj, raz piekło… Czyli 5 tygodni w Indonezji…

Czasem padał deszcz (zadziwiająco często), czasem wilgoć w powietrzu była taka że deszcz nie musiał padać 🙂 a ukrop nie do wytrzymania… Pełna paleta odcieni błękitu, zieleni, czerwieni nie do uchwycenia na filmie… I sporo wspomnień 🙂

Szczęście

Początek wielkiej życiowej podróży 🙂 Fotografie – Rafał Gawryś – rafalgawrys.com  

Powrót z raju

Zrobiło się ciepło. Wyciągnęliśmy z szafy krótkie spodenki, a tam w kieszeni 700 rupii, czyli niewiele ponad 20 groszy ;-P. Pomyśleliśmy, że najwyższy czas, po roku od wyprawy, zrobić ostatni wpis z podróży, a właściwie z powrotu do Polandii. Jazda na lotnisko Z Flores udało nam się wydostać – bladym, a raczej ciemnym świtem, wsiedliśmy na łódki, przepłynęliśmy z naszej bambusowej chatki na ląd, gdzie czekał na nas migające i grające bemo. Pędziliśmy sobie na lotnisko – podziwiając przy okazji oświetlone niczym wiejska dyskoteka groby przed domami. A wszystko to w rytm disco-reggae-techno. Wszystko poszło gładko nasz samolot bez problemu …

Wielka wyprawa po nic

  Gdyż ponieważ raj nie jest za darmo, musieliśmy wymienić pieniądze. A żeby wymienić pieniądze musieliśmy opuścić raj, gdzie nikt takimi przyziemnymi sprawami się nie para i pojechać do Maumere.  Jak powszechnie wiadomo raj zazwyczaj leży stosunkowo niedaleko piekła – w naszym przypadku jakieś 26 km na zachód. Odległość tą przebyliśmy w zawrotnym tempie 30 minut. Oczywiście dojechaliśmy nie do centrum, ale do stacji położonej 3 km poza miastem. Przebycie tych ostatnich 3 km zajęło nam bez mała godzinę. To i tak szybko, bo w sumie jak się pomnoży 3 km przez 100 (a tyle mniej więcej razy jeździliśmy tam …